Najważniejsze cechy skutecznego inwestora w wartość

Witajcie,

w poprzednich artykułach i nagraniach szeroko opisywałem moje giełdowe doświadczenia (głównie popełnione błędy), a także powody, dla których powinniśmy się z danymi inwestycjami rozstawać. Te dwa wpisy były pierwszymi, rozpoczynającymi nową kategorię na blogu: psychologię inwestowania. Idąc za ciosem (o mojej bokserskiej, bardzo amatorskiej karierze opowiem Wam przy innej okazji) postanowiłem napisać dziś o cechach, jakie powinien posiadać skuteczny inwestor w wartość. Celowo używam tego określenia („w wartość”) gdyż uważam, że spekulanci, posiadacze kryptowalut czy kierujący się analizą techniczną powinni posiadać inny zestaw cech charakteru by osiągnąć sukces w swojej dziedzinie.

„Choć mogłoby się wydawać, że każdy może być inwestorem w wartość, podstawowe cechy – cierpliwość, dyscyplina i awersja do ryzyka – mogą być uwarunkowane genetycznie. Kiedy po raz pierwszy zetkniesz się z tym podejściem, albo będzie ono do Ciebie przemawiać, albo nie. Albo będziesz w stanie zachować dyscyplinę i cierpliwość, albo nie.”

Seth Klarman

Zaczynając przygodę z giełdą nie wiedziałem jeszcze jakiego rodzaju inwestorem będę, ale intuicyjnie czułem, że kilka monitorów, nieustanne śledzenie kursów i powiadomień, brzmią bardziej jak etatowa, a przede wszystkim bardzo stresująca praca niż przyjemność i pasja, której zawsze szukałem. Zestaw poniższych cech powstał ze zbioru moich doświadczeń, rozmów i obserwacji znajomych inwestorów, a także lektury setek artykułów i książek o inwestowaniu, finansach czy ekonomii behawioralnej. Te doświadczenia (własne!) rzecz jasna są tutaj kluczowe, czytać możemy (a nawet musimy), ale nie liczyłbym na to, że lektura biografii Mike’a Tysona zrobi z nas zawodowego boksera…

Zapraszam do lektury!

Cechy skutecznego inwestora:

  • cierpliwość, wytrwałość i odporność – na pierwszej pozycji zestaw trzech (kusiło mnie jeszcze by dodać „umiejętność nic nie robienia”), moim zdaniem najważniejszych cech by przetrwać na rynkach. Jeśli mnie pamięć nie myli to Warren Buffett powiedział: „żeby wygrać maraton, trzeba go najpierw ukończyć.” Kupujemy akcje danej spółki i czekamy… czekamy i czekamy aż domknie się luka w wycenie – czasem kwartał, a czasem dwa lata. Twitterowi koledzy co chwilę chwalą się nowym ATH, a my krok, po kroku uczymy się, zbieramy doświadczenia (popełniamy błędy!) i każdego dnia stajemy się lepszą wersją siebie. Kurs Dino zalicza spadek o 20%, wiemy, że fundamentalnie nic się nie zmieniło, „tłum” sprzedaje, a my – trzymamy czy powiększamy pozycję? Najważniejsze by mieć na tyle siły (odporności) i wiary (wytrwałości) by postępować zgodnie z własnym przekonaniem.
  • skupienie i koncentracja – w dzisiejszych czasach zalewani jesteśmy treściami (głównie informacyjnym „szumem”), powiadomieniami, opiniami inwestycyjnych guru i setkami „okazji”. Tymczasem w Goodnotes (o narzędziach wykorzystywanych w pracy pisałem tutaj) czeka roczne sprawozdanie spółki Bioceltix, wycena 7FIT „prosi” o aktualizację, a na półce z etykietą „do analizy” leży Excellence. Nie wiem jak Wy, ale ja wchodząc do biura chowam telefon do szuflady, zamykam się na „cztery spusty” i jedno po drugim odrabiam moje zadania. Oczywiście nawet teraz gdy piszę ten tekst kusi mnie by spojrzeć na maila (na szczęście jest sobota 5 rano), LinkedIn’a czy kolejny webinar z zarządem analizowanej spółki. Dobrze jednak wiem, że słynny multitasking nie działa i jedynie prawdziwe skupienie (przy okazji szczerze polecam książkę „Praca głęboka” Cala Newporta) sprawi, że wykonana praca będzie najwyższej jakości.
  • chęć do nieustannej nauki i podejmowania intelektualnych wyzwań – gdy kończyłem szkołę podstawową (liceum w sumie też) na poznańskiej Wildzie (zainteresowani sami poczytają jak tam było w latach 90-tych), słyszałem od rodziców coś w stylu „nie stój pod bramą, ucz się.” Oczywiście czasem pod tą bramą stałem (skutki były opłakiwane później), ale głównie jednak się uczyłem. Do egzaminów, matury, wszelkiej maści sprawdzianów (nie, ChatGPT wtedy nie istniał, a dostawiany do Ericssona T68 aparat miał „kilka” pixeli rozdzielczości). Myślę, że właśnie wtedy (mamo, tato – dziękuję!) wykształciłem sobie nawyk nieustannego czytania (papier, a ostatnimi czasy także „Kindle” chłonę bez opamiętania) i zdobywania coraz to nowej wiedzy. Gdy znajduję kolejną spółkę czytam o niej dosłownie wszystko. Z niecierpliwością czekam na kolejne sprawozdania finansowe, wartościowe newslettery czy nowe wydania książek. Myślę (ale wiem to też z biografii wielu inwestorów), że czytanie i chęć do ciągłej nauki stanowią jedną z kluczowych przewag i czynników sukcesu w inwestycyjnym świecie.
  • stoicki spokój, kontrola emocji – praktycznie od początku mojej inwestorskiej kariery prowadzę dziennik (zarówno papierowy jak i elektroniczny – w Google Keep oraz Journalio). Wpisy oczywiście są różnej jakości (staram się by były coraz lepsze, tzn. jak najpełniej oddawały to co w danym momencie myślę i czuję), ale to co z większości z nich wybrzmiewa to emocje – od zainteresowania, przez podniecenie do… spokoju albo lęku (nieważne czy przed stratą pieniędzy czy teoretycznej okazji). Tych emocji uniknąć się nie da. Można je natomiast próbować kontrolować dzięki analizie historycznych doświadczeń (i ich skutków), a także procesowi, w którym jasno określiliśmy zasady postępowania w konkretnych sytuacjach. Gdy dobrych kilka lat temu zacząłem studiować filozofię stoików – Marka Aureliusza, Seneki, Epikteta i kilku innych (polecam Wam książkę „Stoicyzm na każdy dzień roku” Ryana Holidaya) okazało się, że jest bardzo bliska podejściu inwestorów w wartość. Sprawdźcie sami, ale uważam, że życie (a przynajmniej próby) zgodnie z wyznawanymi przez nich zasadami może być naprawdę szczęśliwe i spokojne.
  • analityczny umysł, dociekliwość i inteligencja – nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam szukać dodatkowych informacji, źródeł, rozmawiać z dostawcami czy konkurentami (nauczył mnie tego między innymi Philip Fisher). Gdy chcę zainwestować w daną spółkę dążę do spotkania z zarządem i kluczowym kierownictwem. Odwiedzam sklepy, biura i zakłady produkcyjne. Zadaję trudne pytania, próbuję znaleźć powód by obalić moją tezę (oczywiście, że nie zawsze tak było, kiedyś zwykłem szukać tylko potwierdzenia). Bardzo istotne jest też „łączenie kropek” – szukanie (i znajdowanie!) zależności pomiędzy zdarzeniami, czynników wpływających na dane sektory czy konkretne spółki. Bez tego ciężko będzie nam ocenić potencjał danej inwestycji, nie mówiąc o wartości wewnętrznej przedsiębiorstwa
  • niezależne myślenie – mam tutaj na myśli dwa powiązane ze sobą obszary. Pierwszy – brak (automatycznej) akceptacji konwencjonalnej mądrości, poszukiwanie własnych źródeł wiedzy i budowanie własnego zdania na temat danego przedsiębiorstwa czy rynkowego zdarzenia. Drugi – inwestowanie w zgodzie z własną tezą (zbudowaną na wspomnianej wiedzy i przekonaniu), często w kierunku przeciwnym do przysłowiowego „tłumu” kierowanego np. rekomendacją analityka lub lękiem, a nie rzetelną analizą fundamentalną. Przestrzegam jednak (także siebie gdyż zdarzało mi się to przeszłości) przed kontrarianizmem dla zasady. O pokorze piszę kilka akapitów niżej, naprawdę nierzadko „grahamowski Pan Rynek” wie więcej i nie ma sensu grać przeciwko niemu.
  • umiejętność przyznawania się do błędów – z tą cechą „walczyłem” chyba najdłużej (dobre 20-lat na stanowisku właściciela i prezesa zarządu skutecznie mi w tym przeszkadzało). Teoretycznie wiedziałem, że popełniłem błąd, że pomyliłem się co do spółki, jej zarządzających lub kupiłem zbyt szybko (czytajcie „zbyt drogo”). Ciężko jednak było mi zrealizować stratę i faktycznie przyznać się do błędu. Nikt z nas nie jest nieomylny, a porażki są i będą nieodłącznym elementem inwestycyjnej gry. Wystarczy „tylko i aż” się z tym pogodzić, wyciągnąć wnioski i iść dalej.
  • doświadczenia (porażki) – czytając biografie i listy znanych inwestorów zauważyłem, że większość z nich zanim weszła do świata finansów (i zaczęła tam odnosić sukcesy), poniosła dość bolesne porażki. Porażki zarówno w życiu zawodowym jak i prywatnym. Pewnie wiecie o tym, że Charlie Munger stracił syna, Bill Ackman jednocześnie prowadził batalię „rozwodową” i walczył o utrzymanie swojej firmy. Przykłady można by mnożyć. Moja biznesowa droga również nie była usłana różami – przeżyłem upadek firmy transportowej, próbę wrogiego przejęcia czy wycofanie się inwestora w dniu umówionej wizyty u notariusza. Uważam, że takie historie nas kształtują i przygotowują do kolejnych (delikatnie mówiąc „mniej byczych”) faz rynku czy kryzysów, które prędzej czy później nastąpią.
  • odpowiedzialność, ostrożność i awersja do ryzyka – zarządzanie kapitałem (własnym, rodziny czy klientów) to ogromna odpowiedzialność. Warto zdać sobie z tego sprawę zanim bezmyślnie „naciśniemy spust” i zrealizujemy zlecenie bez analizy, postawienia własnej tezy czy obliczenia (choćby najprostszymi metodami) wartości wewnętrznej. Niezmiernie istotne jest też oszacowanie ryzyka, tzn wysokości potencjalnej straty. Czy jesteśmy na nią gotowi? Dla przypomnienia przytoczę jedną z najważniejszych zasad w inwestowaniu: „nie trać pieniędzy”. Ten sam autor (wiecie przecież który) mówił też o wadze reputacji. Pieniądze możecie odzyskać, o tą drugą będzie znacznie trudniej.
  • pokora, zdroworozsądkowy osąd i uczciwość wobec siebie – wiele razy, szczególnie na początku, zdawało mi się (dokładnie tak!), że wiem lepiej niż rynek albo, że dzwoniący do mnie analityk ma mnie za kogoś wyjątkowego (tymczasem on najzwyczajniej w świecie próbował mi coś sprzedać). Brałem się za trudne tematy – kupowałem akcje Sphinxa bo „przecież znam się na gastronomii”, wierzyłem w niestworzone historie prezesa spółki Sygnis, albo inwestowałem w Pepco bo „taniej już być nie może.” W takich momentach warto wziąć głęboki oddech (to na dobry początek), jeszcze raz (albo i więcej) przejść przez cały proces i porozmawiać z ludźmi, którzy mają odmienne zdanie. Oczywiście trzeba mieć na tyle otwarty umysł by dopuścić do siebie inne zdanie, a przede wszystkim to, że możemy się mylić.
Cechy inwestora w wartość - Okiem Stratega
Cechy inwestora w wartość – Okiem Stratega
  • gotowość do ciężkiej pracy, czas i kapitał – śmieszą mnie (może Was też?) obietnice niektórych inwestycyjnych kaznodziejów obiecujących niesamowite zwroty i pracę godzinę w tygodniu albo dwie w kwartale. Zamiast płacić im abonament lepiej kupcie dobrą książkę albo dostęp do Biznesradaru czy Portalu Analiz. Wracając do meritum mam nadzieję, że zdajecie sobie sprawę, że odniesienie (a najpierw przetrwanie) na rynku będzie wymagało ogromnego poświęcenia. Przede wszystkim czasu (na naukę, analizę spółek, spotkania, rozmowy i cały inwestycyjny warsztat), ale też kapitału – powiedzmy sobie szczerze – na giełdzie majątek można pomnożyć, ale ciężko będzie zbudować go od zera (Charlie Munger słusznie mawiał „first 100k is a bitch”). Co kwartał na Wasze skrzynki mailowe przyjdzie całkiem sporo (mam nadzieję) sprawozdań finansowych, w kalendarzach pojawią się dziesiątki webinarów (do których trzeba się będzie przygotować), w excelu czekać będą modele gotowe na przyjęcie nowych liczb by wyceny posiadanych (kandydatów również) spółek były aktualne i umożliwiały podejmowanie racjonalnych decyzji. A to wszystko bez żadnej gwarancji sukcesu. Jesteście na to gotowi?
  • żelazna dyscyplina i konsekwencja – o ile gotowość do codziennej pracy (która na szczęście jest jednocześnie moją pasją) przychodzi mi dość naturalnie to trzymanie się opracowanego procesu i inwestycyjnych zasad jest już znacznie większym wyzwaniem. Nie raz ulegałem pokusie (i pewnie nie raz jeszcze będę) podejmowania decyzji pod wpływem emocji, naginając zasady (np. kupując bez odpowiedniego marginesu bezpieczeństwa) albo tracąc czas na przeglądanie bezwartościowych treści (nie, nie mam tu na myśli Bankiera ani DNA Rynków – nie przesadzajmy). Doskonale wiem (zakładam, że Wy również), że powtarzalny sukces w długim terminie można osiągnąć tylko dzięki wypracowanym metodom i konsekwentnemu trzymaniu się związanym z nimi zasadom. Tak, zgadzam się, będzie też potrzebna elastyczność by dostosowywać się do zmieniających warunków i otoczenia. Inwestowanie w wartość jest co do zasady dość nudne, kilka (maksymalnie kilkanaście) transakcji w roku, cierpliwe czekanie na konkretne zdarzenia lub cenę akcji, a w tle codzienna praca – czytanie, analizowanie, myślenie. Uwierzcie mi na słowo – to może być całkiem przyjemne!
  • optymizm i odwaga – cechy te (jak i wiele z wyżej wymienionych) przydadzą się Wam także poza inwestycyjnym światem, ale pomocne będą szczególnie gdy już tak długo trwający (tekst ten piszę w listopadzie 2025 roku) trend wzrostowy się skończy lub gdy jedna ze spółek portfelowych zostanie przeceniona. Wielu inwestorów spanikuje, a Wy dzięki odważnej postawie będziecie w stanie wytrzymać lub nawet powiększyć pozycję. Uważam też, że optymistom jest po prostu łatwiej – wierzyć w to, że świat będzie w przyszłości jeszcze lepszy, że gospodarki i tworzące je przedsiębiorstwa (wraz z kierującymi nimi ludźmi) będą się rozwijać i skutecznie pomnażać powierzony im kapitał (o parametrach ROE, ROA i ROIC napiszę w przyszłości osobny tekst).
  • dbałość o szczegóły – kolega ze świata górskiej wspinaczki zwykł mawiać „jak jest ładnie to jest dobrze.” Odnosił się do węzłów i kwestii bezpieczeństwa, uważam natomiast, że w innych dziedzinach też się to powiedzenie sprawdza. Nie chodzi oczywiście o przesadne „szczególarstwo”, ale rzetelnie zrobione notatki, przygotowane na ich bazie pytania czy wreszcie wynikająca z nich analiza fundamentalna mogą nam tylko ułatwić pracę i pomóc osiągnąć sukces.
Cechy skutecznych inwestorów w wartość – Okiem Stratega

„Ostatecznie najskuteczniejsi inwestorzy łączą szczegółowe analizy i wycenę z nieograniczoną dyscypliną
i cierpliwością, uczciwością intelektualną oraz wieloletnim doświadczeniem.”

John Neff

Oczywistym jest, że posiadanie wyżej wymienionych cech nie sprawi, że od razu staniemy się skutecznymi inwestorami. Mogą one jednak znacząco ułatwić przetrwanie szczególnie w pierwszych latach, a następnie osiąganie satysfakcjonujących, a przede wszystkim powtarzalnych wyników długim terminie. Ciekaw jestem czy się ze mną zgadzacie, czy dopisalibyście coś do powyższej listy i jak to z „nimi” u Was wygląda?

Dziękuję za poświęcony czas,

Łukasz Pelowski

facebook instagram pinterest twitter youtube linkedin tiktok twitch spotify website search menu close arrow-v1 arrow-v2 arrow-v3 arrow-v4 arrow-v5 arrow-v5 arrow-left-short arrow-right-short arrow-right-long check contrast letter shopping-cart shopping-cart2