Witajcie,
w dzisiejszym wydaniu opowiem Wam o wyzwaniach z jakimi mierzą się zarządzający legendarną marką Nike, a także „malarzach” uwielbianych przez Warrena Buffeta.
W ramach sekcji edukacja inwestora w wartość przygotowałem artykuł z listą pytań, które zadaję zarządom analizowanych spółek. Podzielę się też z Wami przemyśleniami (i co ważniejsze odczuciami) po sprzedaży spółek, które generowały straty w moim portfolio oraz pomysłem na nową sekcję na blogu Okiem Stratega.
Nie zabraknie też rekomendacji ciekawych z punktu widzenia inwestora treści.
Zapraszam!
Gdy kończyłem rozpoznanie sytuacji, w której znalazła się spółka Nike Irek, odpowiedzialny za część finansową naszych analiz, zapytał mnie które wydarzenia z życia spółki był moim zdaniem najważniejsze. To z pozoru łatwe pytanie zmotywowało mnie do wnikliwej lektury książki „Sztuka zwyciężania” oraz początków istnienia przedsiębiorstwa Blue Ribbon. Dziś odpowiedziałbym tak:
- stworzenie lekkiego modelu biznesowego, opartego o zlecanie produkcji zewnętrznym fabrykom, zapoczątkowanego dystrybucją butów marki Onitsuka Tiger (dzisiejszy Asics – jeden z głównych konkurentów Nike)
- nawiązanie współpracy z Michaelem Jordanem. Pomijając (ale nic nie ujmując) wartość marketingową zbudowanej wspólnie marki „Air Jordan”, największą innowacją był sam model tego partnerstwa, a mianowicie podział zysków z każdej sprzedanej pary butów sygnowanej „Jumpmanem„. Wcześniej żaden koncern ani nie wpadł, ani nie odważył się na taki układ. Jak się zapewne domyślacie zarówno spółce Nike, jak i Michaelowi ta współpraca wyszła (i nadal wychodzi) bardzo dobrze.
Trzeci najważniejszy krok to w mojej opinii powrót do „starej” strategii pozycjonowania marki Nike w segmencie dedykowanym profesjonalistom (i oczywiście każdemu, kto aspiruje do tego miana) oraz partnerskiej współpracy z dystrybutorami. Poprzedni zarząd, z prezesem wywodzącym się z e-Baya usilnie chciał by sprzedaż generowana była głównie przez kanały cyfrowe, a produkty trafiały do bardzo szerokiego grona odbiorców.
O tym jak się ta transformacja skończyła, jaki plan ma nowy (aczkolwiek związany z Nike przez wiele lat) prezes dowiecie się klikając w poniższą grafikę. Jak to w moich analizach bywa nie zabrakło oczywiście tła historycznego, charakterystyki przewag konkurencyjnych, rynków, produktów, listy najgroźniejszych konkurentów i bardzo istotnego spojrzenia na finanse spółki (Irek dziękuję za wsparcie!). Te na szczęście nie uległy całkowicie (choć nie jest też aż tak kolorowo) wpływowi błędnych decyzji strategicznych.

O wycenie i perspektywach stojących przed Nike rozmawialiśmy niedawno z mocno obeznanym w amerykańskich spółkach Bartkiem Szymą. Nagranie niedługo pojawi się na jego kanale oraz moim newsletterze. Bardzo prawdopodobne (bardziej niż pewne) są też kolejne analizy sportowych pretendentów podgryzających Nike i Adidasa.
„Szukam spółek prowadzonych przez malarzy. Większość wybitnych artystów nie potrafi porzucić swoich dzieł. Są w nich zakochani, ciągle do nich wracają, poprawiają kolory i tekstury. Szukam przywódców, którzy ciągle poprawiają swoje przedsiębiorstwa, sprawiając, że stają się coraz lepsze.”
Warren Buffett
W poprzednim newsletterze poinformowałem Was o zamknięciu kilku pozycji, które przyniosły stratę. O matematyczno finansowych aspektach tych transakcji napiszę więcej w kwartalnym podsumowaniu, dziś chciałbym skupić się na wątku emocjonalnym czy szerzej mówiąc psychologicznym.
Realizowanie straty czyli faktyczna utrata zainwestowanych pieniędzy jest jedną z trudniejszych decyzji i najbardziej bolesnych doświadczeń inwestora. Poczułem to na własnej skórze, a dokładniej mówiąc bólem głowy, który dopadł mnie dzień później (a miewam takowe niezmiernie rzadko).
Dlaczego wstrzymywałem się z realizacją strat?
- nie potrafiłem przyznać się do popełnionego błędu
- nie chciałem faktycznie stracić pieniędzy
- łudziłem się, że sytuacja tych spółek się szybko poprawi i kurs ruszy na północ
Co dało mi zamknięcie tych „bolesnych” pozycji?
- praktycznie od razu przestałem o nich myśleć
- uwolniłem energię do poszukiwania i analizowania nowych spółek
- poczułem, że zrobiłem duży krok do przodu by stać się konsekwentnym inwestorem
- portfolio odzyskało zielony kolor, a ja nie jestem już królikiem z newslettera Tomka i książki Lee Freemana-Shor’a
Co równie ważne, zacząłem poszukiwania materiałów (artykułów, nagrań, książek) o szeroko pojętej psychologii inwestora. Poza kilkoma „płytkimi” opracowaniami i klasykiem Daniela Kahnemana i Amosa Tverskiego nie znalazłem ich wiele. Zmotywowało mnie to by zgłębić temat bardziej (głównie z zagranicznych źródeł ale i rozmów z zaprzyjaźnionymi terapeutami). Gdy będę gotowy podzielę się z Wami efektami moich prac. Proszę tylko o trochę cierpliwości 🙂
Gdy zbiorę dostępne publicznie informacje o spółce staram się nawiązać kontakt z zarządzającymi i zadać im kilka istotnych pytań. Jeśli chcecie je poznać zapraszam do nowego wpisu na blogu.
By polepszyć Wasz inwestycyjny warsztat polecam zajrzeć do:
- projektu „LEPIN” autorstwa szczególnie mi bliskiego i konsekwentnie skutecznego inwestora Tomka Publicewicza
- ciekawego spojrzenia na filozofię inwestycyjną Warrena Buffeta
- obszernego opracowania o stopach procentowych i inflacji autorstwa Aswatha Damodarana
- rozmowy Howarda Marksa i Guya Spiera o tym jak pracować mądrzej
- listu do inwestorów funduszu Giverny Capital
Cieszę się niezmiernie, że z tygodnia na tydzień jest Was coraz więcej. Z myślą o nowych subskrybentach stworzyłem stronę z linkami i krótkimi opisami archiwalnych wydań moich newsletterów – korzystajcie do woli klikając tutaj.
Dziękuję za poświęcony czas,
Łukasz Pelowski
W kolejnym newsletterze zobaczycie min.:
- zaległego ebooka o filozofii inwestycyjnej Philipa Fishera
- nagranie rozmowy o wycenie i perspektywach stojących przed Nike
- dalszy ciąg rozważań o psychologicznych aspektach inwestowania